Jej teściowie zmusili ją do publicznego rozebrania się, żeby ją zhańbić — ale akurat wtedy pojawili się jej dwaj bracia-milionerzy i…
Tłum przed małą willą w Brighton zaszumiał okrutnym śmiechem. „Rozbierz się! Zobaczmy, jak teraz wygląda twoja duma!” krzyknęła jedna z kobiet. Emma Clarke stała jak sparaliżowana, z bladą twarzą i drżącymi dłońmi ściskającymi podarty brzeg sukienki. Jej teściowie – ci sami ludzie, których starała się zadowolić przez ostatnie trzy lata – zebrali sąsiadów, żeby ją upokorzyć.
Jej mąż, Daniel, opierał się o framugę drzwi, skrzyżował ramiona i spojrzał lodowato. „Przyniosłeś wstyd tej rodzinie” – warknął. „Zasłużyłeś na to”.
Emma ścisnęła gardło. Jedyne, co zrobiła, to odmówiła podpisania dokumentów, które miały przenieść niewielki spadek po jej zmarłym ojcu na Daniela. Chcieli jej pieniędzy. Kiedy się sprzeciwiła, zaplanowali zemstę – i to w najbardziej obrzydliwy sposób, jaki tylko możliwe.
Ręka pociągnęła ją za włosy. Ktoś się roześmiał. „Myślałaś, że jesteś lepsza od nas, prawda?” – zadrwił inny głos.
Emma przygryzła wargę, aż poczuła smak krwi. Chciała krzyczeć, uciekać – ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Upokorzenie było duszące, a w uszach dźwięczały jej szyderstwa tłumu. W chwili, gdy jedna z kobiet wyciągnęła rękę, by zedrzeć z niej resztę sukienki, zza tłumu dobiegł głęboki, władczy głos.
„Dotknij jej jeszcze raz – rzucam ci wyzwanie.”
Śmiech ucichł natychmiast. Wszyscy się odwrócili. Dwa czarne SUV-y z piskiem opon zatrzymały się przed bramą. Wyszło dwóch wysokich mężczyzn w szytych na miarę garniturach. Tłum zaszemrał z konsternacją.
„Kim ty, do cholery, jesteś?” krzyknął Daniel, starając się brzmieć odważnie.
Starszy mężczyzna zdjął okulary przeciwsłoneczne, jego wzrok był lodowaty. „Jej bracia” – powiedział cicho. „Jestem Ethan Clarke. A to jest Lucas. Szukaliśmy naszej siostry – wygląda na to, że znaleźliśmy ją w samą porę”.
Zapadła fala ciszy. Obecność braci emanowała mocą – i zaczęły szeptać: bracia Clarke, londyńscy milionerzy technologiczni.
Emma zalała się łzami. Zerwała z nimi kontakt lata temu, po tym, jak wbrew ich radom wyszła za mąż za Daniela. Teraz stali przed nią wściekli – nie na nią, ale na tych, którzy ją skrzywdzili.
Głos Ethana opadł, zimny i śmiercionośny. „Każdy, kto ją tknął, pożałuje”.
Tłum zaczął się rozchodzić. Ale to jeszcze nie koniec.

Daniel próbował ratować twarz. „Nie wiesz, co tu się stało! Ona…”
Lucas złapał go za kołnierz, zanim zdążył dokończyć. „Nie obchodzi mnie, jaką historię mi opowiedziałeś. Kazałeś naszej siostrze publicznie błagać o litość?” Jego ton był ostry jak brzytwa.
Starsi sąsiedzi obserwowali zza półprzymkniętych drzwi, jak wybucha chaos. Ethan podał asystentowi telefon. „Nagraj wszystko” – rozkazał. „Chcę, żeby każda z tych osób została zidentyfikowana”.
Matka Daniela zrobiła krok naprzód, próbując udawać szloch. „Nie mieliśmy złych zamiarów, proszę pana! Była niewierna…”
Ręka Ethana wystrzeliła w górę. „Dość”. Zwrócił się do Emmy. „To prawda?”
Emma pokręciła głową, a łzy płynęły jej po policzkach. „Chcieli mojego spadku, Ethan. Domu taty… powiedzieli, że jeśli nie podpiszę, zniszczą mnie”.
Kontynuuj na następnej stronie
