Następnego dnia, pod moją nieobecność, w domu natychmiast zapanował chaos. Wczesnym rankiem nikt nie gotował, a mężowie mieli problem z zakupem makaronu instant. Ubrania piętrzyły się w stertach, nikt nie prał, naczynia i pałeczki walały się po zlewie.
W południe moja teściowa, przyzwyczajona do porządnej zupy, usiadła i westchnęła, patrząc na rozległą kuchnię. Cała rodzina zaczęła grzebać, wszyscy brali się do roboty.
Późnym wieczorem pan Huy – mój mąż – wrócił z pracy i zobaczył, że w domu jest brudno, a jego twarz jest zapadnięta. Dzwonił do mnie wielokrotnie, ale nie słuchałam. Już po jednym dniu poczuli, jak bardzo mnie nie ma, a wcześniej uważali mnie za „wolną owcę”.
W moim rodzinnym mieście mogłam żyć w miłości moich biologicznych rodziców. Rano czeka na mnie miska gorącego ryżu, a po południu ktoś rozmawia i zadaje pytania. Czułam spokój, inny niż hałaśliwa i stresująca scena w domu mojego męża.
Trzy dni później mąż wrócił ze zmęczoną miną:
„Siostro, przepraszam. W domu nikt nic nie robił, a mama też przyznała, że to przesada. Idź do domu, dom bez ciebie nie da rady”.
Spokojnie odpowiedziałem:
„Nie wyjdę z domu, ale nie zamierzam dalej żyć w sytuacji, w której jestem wykorzystywany. Jeśli nadal będzie dochodziło do sceny żebrania o fasolę i traktowania mnie jak służącej, to ty i ja nie wrócimy”.
Pan Huy w milczeniu skinął głową. Wiem, że dopiero kiedy odejdę, zrozumieją moją prawdziwą wartość.
Kiedy wróciłem do mieszkania, nie było już moich trzech szwagrów. Dom jest schludny i czysty. Teściowa czekała na mnie w salonie, jej oczy były zupełnie inne, lekko zawstydzone:
„Mamo… zmieniłam zdanie. Za długo ciężko pracowałam. Od teraz ten dom nie będzie już zmuszany do picia. Uważaj to za prawdziwy dom”.
Uśmiechnęłam się tylko. Ból nie ustąpił od razu, ale przynajmniej moje milczenie i zdecydowane odejście sprawiły, że się obudzili.
Nie muszę krzyczeć, nie muszę się wiercić. Bo czasami najsilniejszą odpowiedzią jest ciche odejście – żeby mogli zobaczyć pustkę, jaka pozostaje po ich nieobecności.
I wtedy zrozumieją: kobieta w rodzinie nie jest cieniem, a tym bardziej służącą.
