
Twarz Mirandy stężała. Odwróciła wzrok jak dziecko przyłapane na niegrzecznym zachowaniu.
„Lauren, tak mi przykro” – wyrzucił z siebie Stan. „Proszę, możemy porozmawiać? Muszę zobaczyć się z dziećmi. Chcę wszystko naprawić”.
„Naprawić to?” – zapytałem. „Nie widziałeś ich od ponad dwóch lat. Przestałeś płacić alimenty. Co konkretnie myślisz, że możesz teraz naprawić?”
„Wiem, wiem” – powiedział szybko. „Popełniłem błędy. Oboje je popełniliśmy”.
Miranda prychnęła. „Och, nie wciągaj mnie w swoje poczucie winy. To ty straciłaś wszystkie te pieniądze na „pewnej” inwestycji”.
„Mówiłeś mi, żebym zainwestował!” – odparł.
Przewróciła oczami. „To ty mi to kupiłeś…” – wskazała na swoją znoszoną torebkę od projektanta – „zamiast płacić czynsz!”
Po raz pierwszy nie widziałem tej wspaniałej pary, która zniszczyła moje małżeństwo. Zobaczyłem dwoje ludzi, którzy zniszczyli się nawzajem.
Wtedy Miranda wstała i poprawiła swoją wyblakłą sukienkę.
„Zostałam tylko ze względu na dziecko, które mieliśmy razem” – powiedziała chłodno. „Ale nie myśl, że zostanę teraz. Jesteś zdany na siebie, Stan”.
Gdy odchodziła, jej obcasy głośno stukały o mokry chodnik.
Stan nawet nie próbował jej zatrzymać. Po prostu siedział tam, zgarbiony, wyglądając na małego i zagubionego.
„Lauren” – powiedział cicho – „proszę. Pozwól mi zobaczyć dzieci. Tęsknię za nimi. Tęsknię za nami ” .
Spojrzałam na niego – naprawdę spojrzałam – i zobaczyłam tylko obcego człowieka.
Mężczyzna, którego kochałam, odszedł.
„Daj mi swój numer” – powiedziałem spokojnie. „Jeśli dzieci będą chciały do ciebie zadzwonić, to zadzwonią. Ale ty nie wejdziesz z powrotem do mojego domu”.
Skinął głową, spuścił wzrok i napisał jakiś numer na serwetce.
„Dziękuję” – wyszeptał.
Wsadziłem go do kieszeni i odwróciłem się.
Gdy szedłem do samochodu, deszcz zaczął padać mocniej, zmywając ostatnie ślady litości, jaką kiedykolwiek do niego czułem.
Nie zemsta mnie usatysfakcjonowała, lecz poczucie zamknięcia pewnego etapu w życiu.
Nie potrzebowałam, żeby się rozpadł, żebym mogła się podnieść. Już się rozpadł.
Lily, Max i ja zbudowaliśmy życie pełne miłości, śmiechu i odporności. Życie nietknięte jego wyborami.
I po raz pierwszy od lat się uśmiechnąłem. Nie dlatego, że świat Stana się zawalił – ale dlatego, że nasz w końcu się połączył.
