Powiedziała mi, że znalazła go przypadkiem. Przeczytała wystarczająco dużo, żeby zrozumieć, że nigdy nie była przyszłością – tylko ucieczką. Kiedy zachorował, odeszła. Zabrała dziennik ze sobą, planując go zniszczyć. Ale po jego śmierci zwyciężyło poczucie winy – albo prawda.
Płakałem mocniej niż od miesięcy. Nie z powodu zadośćuczynienia, ale z żalu za tym, co ukradła mi duma.
Później zadzwonił jego prawnik. Wszystko – oszczędności, nieruchomości, konta – zostało mi zapisane. Nalegał. Powiedział, że tylko ja na to zasługuję.
Oddałbym wszystko za te cztery stracone miesiące.
Wciąż wydają się cieniem na miłości, która tak naprawdę nigdy się nie skończyła. Blizną, gdzie czas został zmarnowany na udowodnienie czegoś, co oboje już wiedzieliśmy.
Ale jestem wdzięczna – głęboko, boleśnie wdzięczna – że przygarnęłam go w ostatnich dniach. Że wybrałam współczucie zamiast goryczy. Bo gdybym tego nie zrobiła, nigdy bym sobie nie wybaczyła.
Miłość nie zawsze dostaje drugą szansę. Czasami dostaje tylko jeden, ostatni akt łaski.
Uwaga: Ta historia jest fikcją inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione. Wszelkie podobieństwo jest przypadkowe. Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za dokładność, dokładność i nie ponoszą odpowiedzialności za interpretacje lub poleganie na nich. Wszystkie zdjęcia mają charakter wyłącznie ilustracyjny.
