Chciałem to rozbić, ale część mnie nie potrafiła.
Część jej, która pamiętała, jak to było go kochać, kiedyś zastanawiała się, czy pozbawienie Jakuba możliwości spotkania z ojcem nie stworzy jedynie nowej rany.
Po tygodniach namysłu zgodziłam się na spotkanie pod nadzorem w pobliskim parku. Jacob bawił się na huśtawkach, a ja nadzorowałam jego ruchy. Początkowo był nieśmiały i chował się za mną, ale kiedy Mark delikatnie pchnął huśtawkę, Jacob się roześmiał: czystym, niewinnym śmiechem, który głęboko mnie poruszył.
Z czasem pozwalałam na coraz więcej wizyt. Mark nigdy nie opuścił ani jednej. Bez względu na pogodę, pojawiał się, czasami z małą książeczką albo zabawką, nigdy nie zostawał dłużej niż godzinę, po prostu starając się być obecnym. Stopniowo Jacob zaczął mu ufać.
Wciąż nie mogłam do końca wybaczyć Markowi. Blizny były zbyt głębokie. Ale widząc rozjaśnioną twarz mojego syna, zrozumiałam coś: nie chodziło już o mnie. Chodziło o to, żeby dać Jakubowi szansę poznania ojca.
Lata później, kiedy Jakub zapytał, dlaczego jego rodzice nie są razem, powiedziałem mu prawdę w prostych słowach: że dorośli popełniają błędy i że miłość nie zawsze trwa tak długo, jak powinna. Powiedziałem mu jednak również, że ojciec go kochał, choć trudno mu było to okazywać.
I to stało się moim sposobem na równowagę: chronić serce mojego syna, a jednocześnie pozwolić mu zbudować własną więź z mężczyzną, który kiedyś złamał moje. Nie było to przebaczenie, nie do końca. Ale to był pokój. Ciężko wywalczony, niedoskonały i prawdziwy pokój.
