Jego następne pytanie nie dotyczyło ani bólu, ani strachu.
To była kwestia pieniędzy.
Siedząc na plastikowym krześle przed salą operacyjną, z drżącymi rękami, sprawdziłem nasze konto bankowe. Liczby nie pozostawiały wątpliwości: duże wypłaty, powtarzające się przelewy i nieznane konto.
Nie koszty leczenia.
Nie, to nie jest izba przyjęć.
Zrobiłem zrzuty ekranu.
Kiedy później go o to zapytałem, powiedział: „To nie jest odpowiedni moment”.
Nie w tym momencie, gdy nasze dziecko leżało na stole operacyjnym.
Zadzwoniłam do siostry, do zaprzyjaźnionego prawnika, do pracownika socjalnego szpitala. Wyraźnie dałam do zrozumienia, że tylko ja będę podejmować decyzje medyczne dotyczące Mai.
Dwie godziny później wyszedł dr Ruiz. Stan Mai był stabilny. Guz został usunięty. Jej jajnik był zdrowy. Ulga była tak ogromna, że musiałam usiąść na podłodze.
Maya obudziła się później, blada i oszołomiona, ale żywa. Kiedy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się lekko.
„Słuchałeś” – mruknęła.
„Tak” – powiedziałem. „Zawsze będę”.
Kolejne dni minęły niepostrzeżenie. Powrót do zdrowia. Łagodne wyniki badań patologicznych. I powolna akceptacja faktu, że moje małżeństwo się skończyło na długo przed tym, zanim się do tego przyznałam. Brakujące pieniądze pochodziły z ukrytego długu, który Richard ukrywał przez ponad rok. Hazard. Niekończące się kłamstwa. I był gotów pozwolić naszej córce cierpieć, żeby utrzymać to w tajemnicy.
Poprosiłem o separację dyskretnie. Ostrożnie. I ze wsparciem.
Maya wyzdrowiała. Powoli, a potem nagle. Kolory powróciły na jej twarz. Śmiech powrócił z przerwami, jakby na nowo odkryty. Pewnego wieczoru oparła się o mnie i powiedziała: „Kiedyś myślałam, że cierpienie jest oznaką słabości”.
„Wykazałeś się odwagą, mówiąc otwarcie” – powiedziałem mu.
I naprawdę tak myślałem.
Teraz mamy się dobrze. Lepiej niż dobrze. W naszym domu jest spokojniej. Bezpieczniej. Maya znów czuje się pewnie w swoim ciele. A ja po raz pierwszy od lat czuję się pewnie w sobie.
Czasami miłość nie polega na utrzymywaniu pokoju.
Czasem chodzi o to, żeby słuchać, nawet gdy nikt inny nie jest w stanie tego zrobić, i za każdym razem wybierać swoje dziecko.
