
Rodzina, którą wybieramy
Trzy tygodnie później pomogłem Milesowi przeprowadzić się do akademika. Jego szkice pokrywały ściany. Jego podręczniki leżały równo poukładane.
„Nie wiem, jak ci dziękować” – powiedział.
„Już to zrobiłeś” – odpowiedziałem. „Będąc tym, kim jesteś”.
Kiedy jechałem do domu, mój telefon zawibrował, bo dostałem gniewną wiadomość od siostry. Usunąłem ją bez czytania.
Rodzina to nie więzy krwi.
Chodzi o obecność.
Chodzi o to, kto zostaje, gdy wszystko się wali.
Elliott to rozumiał.
Miles to rozumiał.
A teraz – w końcu – ja też.
