Przesunęłam palcami po swetrze i wyczułam delikatny zapach jego wody kolońskiej, znajomy i ulotny.
Ostateczność dopadła mnie, gdy odwróciłem się, by odejść.
Tata naprawdę odszedł. Zacisnęłam mocniej dłoń na pudełku, jakby trzymanie go mogło go w jakiś sposób zatrzymać przy sobie. Kiedy dotarłam do samochodu, po moich policzkach płynęły ciche łzy.
Siedziałam w samochodzie i płakałam, aż łzy mi się skończyły. Telefon zapiszczał i zadzwonił kilka razy, ale to był tylko Matt. Pewnie się o mnie martwił, ale przez pewien smutek trzeba przebrnąć samemu.
Ostatnią rzeczą, jakiej spodziewałam się znaleźć po powrocie do domu, było całe moje życie rozrzucone na trawniku przed domem, niczym na jakiejś nieświętej wyprzedaży garażowej.
Wiatr się wzmógł, rozwiewając wspomnienia, które tak starannie spakowałam do pudeł i wyniosłam ze strychu.
Stare przepisy mamy, jej porcelana, wytarta kraciasta kołdra, pod którą tata sypiał, i wszystkie jego książki – wszystko to leżało na wierzchu, bez ochrony, jakby nic nie znaczyło. Wytoczyłam się z samochodu z bijącym sercem.
„Co w imię Boga…” – wymamrotałem, a mój głos został stłumiony przez wiatr.
„O, dobrze. W końcu wróciłeś. Już miałem dość czekania.”
Tam, na moich meblach ogrodowych, w markowych okularach przeciwsłonecznych i z przesadnie jasną szminką, siedziała Jessica. Moja synowa nawet nie podniosła wzroku znad telefonu. Pociągnęła leniwie łyk kawy, a jej usta wygięły się w ledwo powstrzymywanym uśmiechu.
„Jessica… Co to wszystko znaczy?” Przesunęłam wzrokiem po tym chaosie, niedowierzanie ścisnęło mi serce. „Co ty robisz?”
Spojrzała w górę, opuszczając okulary przeciwsłoneczne na tyle, że dostrzegłem pogardę w jej oczach. Machnęła lekceważąco wypielęgnowaną dłonią.
„Robię to, co konieczne. W końcu to teraz mój dom”.
Zimny supeł ścisnął mi żołądek. „Twój dom? O czym ty mówisz?”
„Wygląda na to, że powinnaś była być na czytaniu testamentu”. Jessica uniosła chrupiącą kartkę papieru, a na dole widniał wyraźny podpis mojego ojca. „Twój tata chyba wiedział, kto na to najbardziej zasłużył, co?”
Zachwiałam się, trzymając się drzwi samochodu dla wsparcia. „To niemożliwe. Tata nigdy by…”
„Och, ale tak zrobił”. Uśmiechnęła się ironicznie, mimochodem oglądając swój idealny manicure.
Ciąg dalszy na następnej stronie:
