Moja synowa wyrzuciła moje rzeczy z domu, gdy dowiedziała się, że je odziedziczyła, ale karma dopadła ją tego samego dnia

„Podpisano, opieczętowano, dostarczono. Dom jest teraz mój”. Nachyliła się bliżej, a jej perfumy, mdły, sztuczny aromat, wdarły się do mojej przestrzeni. „Myślę, że czas, żebyś się wyprowadziła, Hattie”.

Ciężarówka z hukiem wjechała na podjazd, a mój syn, Matt, wysiadł z samochodu, krzywiąc się na widok. Jego buty zgrzytnęły na żwirze, gdy podchodził bliżej, a zmarszczka między brwiami pogłębiała się z powodu konsternacji.

„Co do cholery, Jess? Najpierw wybiegłaś z kancelarii, a teraz wysyłasz mi tego dziwnego SMS-a? Co się dzieje?” – zapytał, zerkając to na mnie, to na Jessicę, z zaciśniętą szczęką.

Przeciągnęła się i w końcu wstała, wyglądając na zadowoloną i swobodnie czującą się w swoich wysokich obcasach. Aż mi ciarki przeszły. „Jak mówiłam, wprowadzam niezbędne zmiany, kochanie. I tak naprawdę, jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć”.

Wyraz twarzy Matta stwardniał, a na jego twarzy pojawił się błysk czegoś, czego wcześniej nie widziałam. „Więcej niż to, że rzucasz rzeczami mojej matki po całym podwórku?”

„Dużo więcej!” – śmiech Jessiki był szorstki. „Chcę rozwodu”.

To słowo zawisło w powietrzu niczym ostatni gwóźdź do trumny. Matt otworzył usta, a potem je zamknął, próbując je przetworzyć. „Co? Nie mówisz poważnie”.

„Och, jestem”. Jej głos ociekał pogardą. „Spędziłam już wystarczająco dużo lat dusząc się w tym domu, czując, że tu nie pasuję, że nie jestem wystarczająco dobra!”. Wskazała dom gestem ręki. „Potrzebuję nowego początku”.

„Nie masz prawa…” – zacząłem, ale przerwała mi pogardliwym machnięciem ręki.

„Och, ratuj, Hattie. Nigdy nie chciałaś mnie w tej rodzinie. Patrzyłaś na mnie z góry od samego początku, osądzając mnie tylko dlatego, że nie wychowałam się w rodzinie z bogatym dzieckiem. No cóż, teraz w końcu dostaję od was to, na co zasługuję”.

Twarz Matta zmieniła wyraz z oszołomienia na gniew, zacisnął pięści. „Wszystko, co moja rodzina o tobie mówiła, jest prawdą” – powiedział cicho i drżącym głosem. „Naprawdę jesteś chciwą wiedźmą”.

Fornir Jessiki pękł.

„A ty jesteś bezpłciowym maminsynkiem!” – warknęła. „Zawsze stajesz w jej obronie, zawsze stawiasz ją na pierwszym miejscu”. Uśmiechnęła się szyderczo, wskazując na niego idealnie wypielęgnowanym palcem. „To żałosne. Jesteś tak samo ograniczony jak ona”.

„Nie ośmielaj się mówić w ten sposób o moim synu!” Mój głos przeciął ciszę ostrzejszym tonem, niż zamierzałam.

„Zrobię, co zechcę, Hattie”. Jessica oparła ręce na biodrach, a jej twarz wyrażała zadowolenie. „I żadna z was nic na to nie poradzi”.

„Właściwie” – kontynuowała Jessica. „Lepiej, żebyście się pospieszyli i sprzątnęli swoje rzeczy z MOJEGO trawnika, zanim zadzwonię na policję i każę was aresztować”.

Ciąg dalszy na następnej stronie: