„Osiem lat po zaginięciu córki

Rysunek był prosty, przedstawiał jedynie okrągłą twarz, błyszczące oczy i splecione włosy. Ale dla niej był on niewątpliwie znajomy. Ostry ból przeszył jej serce; ręce drżały i o mało nie upuściła szklanki zimnej wody. To była twarz jej córki – Sofii.

Nie mogąc się powstrzymać, odważyła się zapytać:

— Synu, ten tatuaż… kto to jest?…

Pytanie zawisło w powietrzu, mieszając się z hałasem ulicy i zapachem świeżo pieczonego chleba.

Młody mężczyzna z tatuażem zamarł. Powoli opuścił ramię, jakby obraz nagle stał się zbyt ciężki. Spojrzał pani Elenie w oczy i na moment coś pękło w jego zastygłej twarzy. Nie odpowiedział od razu. Jego przyjaciele wymienili niespokojne spojrzenia.

— „Mam na imię Daniel” — powiedział w końcu. — „Ten tatuaż… przedstawia moją siostrę”.

Pani Elena poczuła, jak świat się chwieje. Oparła się o framugę drzwi, żeby nie upaść.

— „Twoja siostra?” wyszeptała. „Jak miała na imię?”

Daniel przełknął ślinę.

-“Sofia.”

Zapadła absolutna cisza. Samochody, głosy, a nawet ptaki zdawały się znikać. Elena poczuła, jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Osiem lat modlitw, poszukiwań i nieprzespanych nocy zlało się w jedno słowo.

—Gdzie… gdzie ona jest? — zapytała słabym głosem.

Daniel poprosił, żeby usiadł. Elena zaprowadziła ich do piekarni. Zaproponowała wodę, ale jej ręce tak się trzęsły, że Daniel wziął dzbanek i sam nalał.

Daniel zaczął mówić powoli, jak ktoś otwierający ranę, która nigdy się nie zagoiła.

Osiem lat wcześniej, mając siedemnaście lat, mieszkał z matką w małym miasteczku w głębi stanu Jalisco. Jego matka, Teresa, sprzątała domy i ledwo wystarczała na przeżycie. Pewnego dnia wróciła do domu z dziewczyną z długimi warkoczami i przerażonymi oczami. Powiedziała, że ​​znalazła ją samą, płaczącą przy autostradzie i że nikt jej nie szukał.

— „Wiedziałem, że coś jest nie tak” — przyznał Daniel — „ale byłem tylko dzieckiem, a moja matka mówiła mi, żebym nie zadawał pytań”.

Z czasem Sofia zaczęła mówić. Dzieliła się fragmentami: plażą, żółtą sukienką, lalką, którą zgubiła. Teresa obiecała ją adoptować. Nigdy nie zabrała jej na policję – bała się, że zabiorą jej dziewczynkę.

— „To nie była właściwa decyzja” – powiedział Daniel, a w jego oczach pojawiło się poczucie winy. „Ale… ona ją kochała. Naprawdę ją kochała”.

Sofía dorastała w tej rodzinie. Chodziła do szkoły, śmiała się, śpiewała. Ale każdej nocy przed snem prosiła, żeby przeczytano jej tę samą modlitwę do Matki Bożej z Guadalupe. Mówiła, że ​​jej mama też się nią modliła.

 

Kontynuuj na następnej stronie