Pewien milioner zwolnił 37 niań w ciągu dwóch tygodni, ale jedna pracownica domowa dokonała niemożliwego w przypadku jego sześciu córek.

Nora spojrzała na rachunek za czesne przyklejony do lodówki. „Prześlij mi adres”.

Dom Whitakera był piękny, jak zawsze, jeśli chodzi o pieniądze. Czyste linie, widok na ocean, zadbane żywopłoty. W środku wydawał się opuszczony. Strażnik otworzył bramę i mruknął: „Powodzenia”.

Jonathan spojrzał na nią z cieniami pod oczami. „To tylko sprzątanie” – powiedział szybko. „Moje córki są w żałobie. Nie mogę obiecać spokoju”.

Nad nami rozległ się grzmot, po którym nastąpił ostry śmiech, tak ostry, że mógłby przeciąć ciało.

Nora skinęła głową. „Nie boję się żalu”.

Sześć dziewczynek obserwowało ich ze schodów. Dwunastoletnia Hazel z napiętą postawą. Dziesięcioletnia Brooke szarpała rękawy. Dziewięcioletnia Ivy z rozbieganym wzrokiem. Ośmioletnia June, blada i cicha. Sześcioletnie bliźniaczki Cora i May uśmiechały się z przesadnym napięciem. Trzyletnia Lena trzymała w ramionach podartego pluszowego królika.

„Jestem Nora” – powiedziała spokojnie. „Przyszłam posprzątać”.

Hazel zrobiła krok naprzód. „Jesteś numerem trzydzieści osiem”.

Nora uśmiechnęła się bez mrugnięcia okiem. „W takim razie zacznę w kuchni”.

Zauważyła zdjęcia na lodówce. Maribel gotuje. Maribel śpi na szpitalnym łóżku, trzymając Lenę w ramionach. Żal tutaj nie był ukryty. Był jawny.

Nora zrobiła naleśniki bananowe w kształcie zwierzątek, kierując się odręczną notatką przyklejoną do szuflady. Postawiła talerz na stole i odeszła. Kiedy wróciła, Lena jadła w milczeniu, z oczami szeroko otwartymi ze zdziwienia.

Bliźniaki zaatakowały pierwsze. W wiadrze z mopem pojawił się gumowy skorpion. Nora uważnie go obejrzała. „Uderzający szczegół” – powiedziała, obracając go. „Ale strach potrzebuje kontekstu. Będziesz musiała się bardziej postarać”.

Spojrzeli na nią niepewnie. Kiedy June zmoczyła łóżko, Nora nie powiedziała nic poza: „Strach dezorientuje ciało. Posprzątamy po cichu”. June skinęła głową, a łzy zebrały się w kałuże, ale nie spłynęły.

Siedziała z Ivy podczas ataku paniki, uspokajając ją delikatnymi instrukcjami, aż jej oddech się uspokoił. Ivy wyszeptała: „Skąd to wiesz?”

„Bo ktoś mi kiedyś pomógł” – odpowiedziała Nora.
Mijały tygodnie. Dom zmiękł. Bliźniaczki przestały próbować cokolwiek zniszczyć i zaczęły próbować zrobić na niej wrażenie. Brooke znów grała na pianinie, starannie grając nuta po nucie. Hazel obserwowała z daleka, dźwigając odpowiedzialność zbyt wielką jak na swój wiek.

Jonathan zaczął wracać do domu wcześniej i stać w drzwiach, podczas gdy jego córki jadły razem kolację.

Pewnego wieczoru zapytał: „Co takiego zrobiłeś, czego ja nie mogłem?”

„Zostałam” – powiedziała Nora. „Nie prosiłam ich, żeby się wyleczyli”.

Iluzja prysła w noc, gdy Hazel próbowała przedawkować. Karetka. Szpitalne światła. Jonathan w końcu zapłakał, zwinięty w kłębek na plastikowym krześle, a Nora siedziała obok niego, milcząca i obecna.

Tam rozpoczęło się uzdrawianie.

Kilka miesięcy później Nora ukończyła studia z wyróżnieniem. Rodzina Whitakerów siedziała w pierwszym rzędzie. Otworzyli ośrodek pomocy dla dzieci w żałobie ku pamięci Maribel.

Pod kwitnącym drzewem jakarandy Jonathan wziął Norę za rękę.

Hazel przemówiła cicho. „Nie zastąpiłeś jej. Pomogłeś nam przetrwać jej nieobecność”.

Nora krzyknęła otwarcie. „Dość”.

Dom, który kiedyś wszystkich wygnał, znów stał się domem. Smutek pozostał, ale miłość trwała dłużej.