Poprosił kelnera, żeby przyciemnił światła wokół naszego stolika „dla mojego komfortu” i zamówił dla mnie sałatkę, a sam wybrał stek.
Siedziałam tam, kipiąc ze złości. Nie mogłam uwierzyć, że nadal podejmuje za mnie decyzje – jakby mnie tam nie było, jakbym nie potrafiła myśleć samodzielnie. Co gorsza, przyćmione oświetlenie irytowało innych gości, którzy zaczęli narzekać. Nienawidziłam zwracać na siebie uwagi, a bycie w centrum uwagi sprawiało, że piekła mnie twarz ze wstydu.
Nie mogłam już tego znieść. W przypływie gniewu rzuciłam się na Charlesa, mówiąc rzeczy, których nie miałam na myśli, po czym wyszłam, zostawiając go i Franka gapiących się na mnie.
„Kobiety, mam rację?” powiedział Frank niezręcznie.
„Opowiedz mi o tym” – odpowiedział Charles ze smutnym uśmiechem.

Tej nocy, kiedy wróciłam do domu, zabrałam większość swoich rzeczy i odeszłam. Charles został w naszym teraz pustym domu. Później dowiedziałam się, że złamało mu to serce – nie z powodu tego, co powiedziałam, ale dlatego, że naprawdę nie rozumiał, co między nami poszło nie tak.
Żadne z nas nie spało tej nocy zbyt wiele. Przed świtem Charles zrezygnował ze snu i postanowił napisać do mnie list – ostatnią próbę dotarcia do mnie, zrozumienia jego serca. Wlał w ten list wszystkie swoje emocje, płacząc przy pisaniu.
Rankiem zdał sobie sprawę, że nie wie, gdzie poszedłem, więc nie mógł go wysłać. Zostawił list na kominku. Wtedy zauważył, że zapomniałem o codziennych tabletkach – tych, których potrzebowałem na moje schorzenie.
Zaniepokojony, sięgnął po telefon i próbował do mnie zadzwonić. Ale ignorowałam jego telefony, przekonana, że chce mnie tylko zmusić do powrotu.
On mnie nawet nie zna po tylu latach, pomyślałam z goryczą, gdy telefon znów zadzwonił. Spędziliśmy razem dekady, wychowaliśmy razem dzieci, a on zawsze próbował mnie kontrolować. Skończyłam z tym. Teraz w końcu będę żyć własnym życiem – po swojemu, w wolności.
Tymczasem Charles narastał w nim coraz większy niepokój, gdy nie odpowiadałem. Jego strach o mnie, zmieszany z bólem serca, stał się nie do zniesienia dla jego osłabionego serca. Ból w klatce piersiowej nasilał się, aż zdał sobie sprawę, że ma zawał.
Zanim stracił przytomność, udało mu się wezwać karetkę.
Kiedy policja skontaktowała się z Frankiem, on natychmiast do mnie zadzwonił.
„Rose” – powiedział pilnie – „Charles został zabrany do szpitala. To poważne”.
Serce mi zamarło. Mój Charles – leżący bezradnie w szpitalu? Myśl o jego stracie napełniła mnie przerażeniem. W tej chwili cały mój gniew wyparował, zastąpiony przez przytłaczającą świadomość, że wciąż go głęboko kocham.
Kontynuuj na następnej stronie
