



Jej krewny powiedział mi prawdę: kiedyś była sławną malarką. Prawdziwą. Nazwiskiem, o którym ludzie w świecie sztuki wciąż szeptali z szacunkiem. Ale po śmierci córki nie mogła się zmusić, by znów malować. Zachowała obrazy, które córka kochała najbardziej, mimo że jej życie rozpadło się wokół niej.
A potem nadeszła ta część, która niemal pozbawiła mnie tchu – w testamencie zapisała mi wszystkie te obrazy.
Tego dnia zabrałem je do domu. Zamknąłem drzwi. I tak… płakałem. Nie z powodu ich wartości, ale dlatego, że wybrała mnie. Mnie, ze wszystkich ludzi.
Te obrazy nadal wiszą na moich ścianach. Nigdy żadnego nie sprzedałem.
Przypominają mi ją i miłość, którą żywiła do siebie długo po tym, jak świat przestał ją widzieć.