Sprzedał swoją krew, żebym mógł się uczyć, ale teraz, kiedy zarabiam 100 000 ₱ miesięcznie, kiedy przyszedł prosić mnie o pieniądze, nie dałem mu ani centa

Aż pewnego dnia pojawił się w moich drzwiach – wątły, spalony słońcem i drżący. Usiadł na skraju sofy i wyszeptał: „Synu… jestem chory. Lekarz powiedział, że muszę operować – 60 000 ₱. Nie mam nikogo innego, kogo mógłbym o to poprosić”.

Spojrzałam na niego i przypomniałam sobie wszystko o jego poświęceniach, noce, kiedy zamartwiał się, poranki, kiedy odprowadzał mnie do szkoły w deszczu. Potem powiedziałam cicho: „Nie mogę. Nie dam ci ani centa”.

Skinął tylko głową. Jego oczy wypełniły się bólem, ale nie protestował. Podniósł się cicho, jak odwrócony żebrak.

Ale zanim zdążył odejść, wziąłem go za rękę, uklęknąłem i powiedziałem: „Tato… jesteś moim prawdziwym ojcem. Jak to możliwe, że mamy dług? Dałeś mi wszystko. Teraz moja kolej, żeby się tobą zaopiekować”.

Rozpłakał się. Mocno go tuliłam, też płacząc.

Od tego dnia mieszkał z nami. Moja żona przyjęła go ciepło, traktując jak własnego ojca. Choć stary, nadal pomagał w domu i często podróżowaliśmy razem.

Ludzie czasami pytają: „Dlaczego traktujesz swojego przybranego ojca tak dobrze, skoro wcześniej nie mógł ci dać wiele?”

Zawsze odpowiadam: „Zapłacił za moje wykształcenie swoją krwią i młodością. Może nie jest moją krwią, ale jest moim ojcem pod każdym względem, który się liczy”.

Niektórych długów nie da się spłacić pieniędzmi. Wdzięczność jednak zawsze można okazać szczerością, miłością i czasem.