4. Kolacja, podczas której zniknęłam bez śladu
Czwórka zajadała się swoimi ogromnymi homarami, rozmawiając, śmiejąc się i popijając wino.
Siedziałam z rękami na kolanach, a na stole stała szklanka z wodą. Sądząc po ich zachowaniu, można by pomyśleć, że nie jestem człowiekiem, a tylko meblem.
Ojciec Marlene w końcu zapytał:
„Czy ona zawsze była taka dyskretna?”
Obok mnie.
Przede mną.
Jakbym nie istniała.
Michael odpowiedział spokojnie:
„Mama jest prosta. Skromna. Jest z innego świata”.
Skromna.
Sposób, w jaki to mówili, sprawił, że „skromna” zabrzmiała żałośnie.
Matka Marlene dodała:
„Czasy muszą być ciężkie dla ludzi w twoim wieku. Za mało oszczędności… kiepskie planowanie”. „
Każde słowo było jak trucizna w lukrze.
Potem nastąpił cios, który niemal zaparł mi dech w piersiach.
Marlene pochyliła się i powiedziała:
„Uważamy, że dla Khloé najlepiej jest spędzać czas z ludźmi, którzy mogą zapewnić jej wzbogacające doświadczenia. Nie każdy może”.
„Nie każdy” oznaczało mnie – babcię, która czytała jej bajki na dobranoc, przynosiła truskawkowe babeczki i kochała Khloé ponad wszystko na świecie.
Czytaj więcej na następnej stronie >>
