Mała dziewczynka dzwoni pod numer 911 i mówi: „Powiedział, że nie potrzebuję piżamy”. — Kiedy policjanci widzą łóżko, są w szoku.-nhuy
Radiowóz powoli jechał ulicą Willow, a jego reflektory oświetlały ciche podwórka i place pokryte cienką warstwą rosy.
O tej porze Maple Grove wydawało się ciche, spokojne, jak na dzielnicę, w której światła na gankach gasi się raczej z przyzwyczajenia niż ze strachu.
Oficer Mark Harris prowadził z jedną wolną ręką, lekko opierając się na kierownicy, wpatrując się w każdy cień. Obok niego, oficer Jepa Cole skoczył do przodu na swoim siedzeniu, czujny, z zaciśniętą szczęką.
Radio cicho trzeszczało, gdy nadawano aktualizacje, a spokojny głos Dapy, leżącego w łóżku z ananasem, przebijał się przez szumy.
Mark wystarczająco dużo śnił o aktach organów ścigania, by wiedzieć, że głuche telefony są zazwyczaj najgorsze. Żadnych krzyków, tylko chaos, tylko cichy głosik po drugiej stronie ust i nieopisane uczucie.
Spojrzał w kierunku, w którym jechał, i zwolnił, zbliżając się do małego, opuszczonego domu z łuszczącą się farbą i światłem na ganku, które migotało, jakby mogło w każdej chwili zgasnąć.
W pobliżu szczekał pies, piskliwie i nieprzerwanie, jakby wyczuwał, że coś jest nie tak. Z radiowozu słychać było głos Dapy.
—To dwie minuty stąd. Dziewczynka ma siedem lat. Ktoś, kto dzwonił, powiedział, że pokój jest zamknięty.
Jepa wypuścił powietrze przez nos.
„Dwie minuty to za długo” – mruknęła, po czym dotknęła ucha, podczas gdy Dapa słuchał jej uważnie.
„Emma” – powiedział spokojnie Jepa. „Tu oficer Cole. Już prawie jesteśmy. Jeśli usłyszysz pukanie, nie martw się. Po prostu posłuchaj. Dobrze?”
„Tak” – szepnęła Emma.
Kiedy zatrzymali się na krawężniku, Mark wyłączył światła i obaj policjanci wysiedli. Powietrze w samolocie było chłodne, przesycone zapachem wilgotnych liści.
W domu panowała ciemność, jedynie z tylnego pokoju dobiegało małe światło. Mark zauważył, że okiennice były uchylone, jakby ktoś niedawno zaglądał do środka.
Wymienił szybkie spojrzenie z Jepą, po czym ruszył ścieżką w kształcie strzały w stronę ganku. Zanim zdążył go zawołać, Dapa odezwał się ponownie.
Emma mówi, że Todd strasznie się wkurzył, kiedy poprosiła go o piżamę w misie. Powiedział jej, że jej nie potrzebuje. Potem zmienił jej pościel. Mówi, że wygląda na to, że ma kłopoty.
Tak, zmarszczył brwi.
—To jest zdanie, które widziałeś u swojego syna.
Mark zapukał mocno. Nie było to agresywne, ale nie dało się go pomylić. Dźwięk rozniósł się echem po całym domu. Po drugiej stronie słychać było powolne, ciężkie kroki.
Drzwi otworzyły się na tyle, by odsłonić mapę. Stał tam Todd Blake, ubrany w zakurzone robocze buty i szarą bluzę z kapturem, z rozczochranymi włosami i zmęczonymi, czujnymi oczami.
Wyglądał na zaskoczonego, a potem zirytowanego, jakby widok policjantów na ganku był niespodzianką na zakończenie długiego dnia.
„Czy mogę w czymś pomóc?” zapytał.
Mark maпtυvo sυ pυпto пeυtral.
—Panie, odebraliśmy telefon pod numer 911 z tego adresu. Czy jest tu dziewczyna o imieniu Emma?
Todd uniósł brwi.
„Emma? Tak, to córka mojej dziewczyny”. Przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą. „O co chodzi?”
„Czy z nim wszystko w porządku? Jest już tutaj?” zapytał Jepa.
„Tak, jest tutaj”. Todd skrzyżował ramiona w geście obronnym. „Nie zadzwonił do nich, prawda? Ma nadmierną wyobraźnię. Reaguje przesadnie na wszystko”.
Mark o tym opowiedział. Zrobił lekki krok w bok, skacząc w stronę ścieżki.
—Musimy ją zobaczyć, proszę pana.
Todd zawahał się i spojrzał w głąb korytarza za sobą.
„Ona śpi” – powiedział. „Patrz, moja dziewczyna jest w pracy. To jest…”
„Proszę pana” – powiedział Mark bardziej stanowczo. „Jesteśmy tu, bo ananas zadzwonił pod 911 i poprosił o pomoc. Zobaczmy, jak się czuje”.
Todd niechętnie się cofnął, mamrocząc pod nosem. W domu unosił się delikatny zapach trocin i zimnej kawy. Korytarz był wąski, usiany fotografiami, które otwierały się chaotycznie.
Emma poszła do parku z mamą. Emma miała dyplom ukończenia szkoły średniej. Emma uśmiechała się pomimo braków w uzębieniu. Todd prawie ich dogonił.
Gdy szedł korytarzem, uwagę Marka przykuł pewien szczegół: wysoko nad jednymi z zewnętrznych drzwi wisiała ciężka metalowa zasuwka, taka, jaką używa się w piwnicach lub szopach.
Był przymocowany na zewnątrz. Zwolnił, przyspieszając puls.
„Jepa” – mruknęła, patrząc na niego dziwnie.
Podążył za jej wzrokiem, za jej wyrazem twarzy.
„Nie powinno tak być” – wyszeptała.
Todd skupił całą swoją uwagę i natychmiast zesztywniał.