„Posprzątaj MOJE rzeczy z trawnika, zanim wezwę policję!” Po śmierci mojego ojca moja synowa wyrzuciła wszystkie rodzinne rzeczy na trawnik, twierdząc, że odziedziczyła dom! Kilka minut później podjechał mój syn i karma dotknęła go z całą mocą.
Kiedy prawnik taty zadzwonił w sprawie odczytania testamentu, byłam po uszy w przenoszeniu pudeł, przeglądając dziesiątki lat wspomnień. Nie mogłam znieść wizyty w kancelarii prawnika, więc zadzwoniłam do mojego syna, Matta, i poprosiłam go, żeby przyszedł.
„Jasne, mamo” – odpowiedział. „Jesteś pewna, że nie potrzebujesz pomocy w uporządkowaniu rzeczy dziadka?”
„Dzięki, ale daję radę” – odpowiedziałem. „Później dzisiaj odbiorę jego rzeczy z domu opieki. Może wpadniesz dziś po południu i dasz mi znać, czy chcesz go jakoś upamiętnić, dobrze?”

Byłem pewien, że odczytanie testamentu przebiegnie bez żadnych niespodzianek. Jak bardzo się myliłem.
W domu opieki unosił się zapach antyseptyku i delikatny zapach zwiędłych kwiatów – połączenie, które sprawiło, że ścisnęło mnie w gardle. Wziąłem głęboki oddech, gdy młoda pielęgniarka podała mi rzeczy taty, starannie zapakowane w prostym, zniszczonym kartonowym pudełku.
„Proszę bardzo, proszę pani” – powiedziała pielęgniarka łagodnym, lecz chłodnym głosem, jakby robiła to już setki razy.
Skinęłam głową, cicho podziękowałam i podniosłam pudełko.
Nie był ciężki, ale i tak zdawał się mnie przytłaczać. W środku znajdowały się proste rzeczy: jego ulubiony znoszony sweter, mała Biblia z okładką postrzępioną od lat i kilka powieści kryminalnych z pozaginanymi rogami stron.
Ciąg dalszy na następnej stronie:
