Moja synowa wyrzuciła moje rzeczy z domu, gdy dowiedziała się, że je odziedziczyła, ale karma dopadła ją tego samego dnia

„Podejmuję niezbędne działania. To przecież mój nowy dom”.

Coś zimnego ścisnęło mnie w żołądku. „Twój dom? O czym rozmawiacie?”

„Wygląda na to, że powinnaś była być na czytaniu testamentu”. Jessica wyciągnęła czystą kartkę papieru, a na dole widniał podpis mojego taty, widoczny jak na dłoni. „Twój tata chyba wiedział, kto na to najbardziej zasłużył, co?”

Zatoczyłam się i trzymałam się drzwi samochodu, żeby nie stracić równowagi. „To niemożliwe. Tata nigdy by tego nie zrobił.

„Och, ale tak zrobił”. Uśmiechnęła się złośliwie, od niechcenia oglądając swój nieskazitelny manicure.

„Dostarczone, opieczętowane i podpisane. Teraz jestem właścicielką domu”. Pochyliła się ku mnie, a jej perfumy wypełniły moją przestrzeń mdłym, syntetycznym aromatem. „Myślę, że czas, żebyś się przeprowadziła, Hattie”.

Mój syn Matt wyskoczył z samochodu, gdy ten z rykiem wjechał na podjazd, z wyrazem szoku na twarzy, który zobaczył. Gdy podszedł bliżej, jego buty zachrzęściły na żwirze, a brwi zmarszczyły się w niepewności.

„Jess, co do cholery? Najpierw wyszłaś z kancelarii, a teraz wysyłasz mi tego dziwnego SMS-a? Co się dzieje?” Zacisnął szczękę, pytając, a jego wzrok błądził ode mnie do Jessiki.

W końcu wstała i wyglądała na pewną siebie i wygodną w swoich ogromnych obcasach. Przeszły mnie ciarki. „Jak już wspomniałam, kochanie, wprowadzam kilka niezbędnych zmian. Tak naprawdę, jest więcej rzeczy, na które trzeba uważać”.

W wyrazie twarzy Matta pojawił się błysk czegoś, czego nigdy wcześniej nie widziałam, gdy stwardniał. „Więcej niż to, że rzucasz rzeczami mojej matki po całym podwórku?”

 

Kontynuuj na następnej stronie