Tej nocy, leżąc bezsennie, przypomniałem sobie coś, o czym nie myślałem od lat.
Biologia dla pierwszoklasistów. Lekcja o metamorfozie. Motyle wypuszczone do klasy.
I krzyczący Kendall.
Nie krzyczała, domagając się uwagi, ale panikowała. Trzęsła się. Wybiegła z pokoju, jakby coś w niej pękło. Potrzeba było trzech nauczycieli, żeby ją uspokoić.
Wszyscy zapomnieli.
Nie, nie zrobiłem tego.
Niektóre lęki nie znikają. Po prostu czekają.

Dokładnie się rozejrzałam. Wszystko legalne. Wszystko nieszkodliwe. Motyle rodzime, profesjonalnie pozyskiwane, powszechnie wykorzystywane na ślubach. Prezent zaprojektowany tak, by był magiczny .
Dwieście z nich.
Zaplanowałem dostawę na noc ich ślubu. Dopłaciłem, żeby mieć pewność, że paczka zostanie otwarta w środku. Dopłaciłem, żeby to sfilmować – „dla pamięci”.
Sam ślub był dokładnie taki, jakiego można było się spodziewać.
Kendall olśniewała. Chłonęła uwagę jak tlen. Kiedy zauważyła, że nie mam prezentu, upewniła się, że wszyscy to usłyszeli.
„Och!” zaśmiała się. „Nie zapomniałeś o nas, prawda?”
Uśmiechnęłam się. „Oczywiście, że nie. Chciałam, żeby to było coś wyjątkowego. Czeka u ciebie w domu”.
Kontynuuj na następnej stronie
