Nazywam się Claire. Mam dwadzieścia osiem lat i znam system opieki zastępczej tak, jak niektórzy znają swoje rodzinne miasto.
Zanim skończyłam osiem lat, mieszkałam w więcej domach, niż zdołałabym zliczyć, nie zastanawiając się ani chwili. Inne łóżka. Inne zasady. Inne wersje tego, kim powinnam być. Wcześnie nauczyłam się szybko pakować – składać ubrania w małe kawałki, nigdy nie rozpakowywać, nigdy nie pytać, gdzie jest coś trwałego. Nie wieszaj obrazów, jeśli możesz wyjechać do piątku.
Ludzie uwielbiają nazywać takich facetów jak ja „silnymi” lub „odpornymi”. Mówią to, jakby to był komplement. Ale tak naprawdę odporność psychiczna to po prostu to, co się dzieje, gdy nikt nie oferuje ci innego wyboru. Przestań mieć nadzieję, bo nadzieja boli. Przestań się kurczowo trzymać, bo rozstanie boli bardziej.
Kiedy trafiłem do tego domu dziecka, wiedziałem już, jak to będzie. Uśmiechaj się wystarczająco, żeby uniknąć kłopotów. Trzymaj głowę nisko. Nie wyróżniaj się, chyba że to konieczne.
To tam poznałem Noaha.
Miał dziewięć lat. Szczupły. Cichy, ale nie nieśmiały – bardziej spostrzegawczy. Siedział na wózku inwalidzkim z porysowanymi kołami i poduszką, która nigdy nie utrzymywała się idealnie w pionie. Dorośli traktowali go ostrożnie, jakby mógł się złamać. Dzieci traktowały go, jakby był niewidzialny, chyba że ktoś im kazał inaczej.
Nie byli okrutni. Łatwiej byłoby to zrozumieć. Byli po prostu zdystansowani. Machali, a potem pobiegli kopać piłki i grać w berka, do których nie mógł dołączyć. Personel rozmawiał nad nim, wokół niego, o nim. Stał się biurokracją, zanim stał się człowiekiem.
Pewnego popołudnia siedziałem obok niego przy dużym oknie w pokoju wspólnym. Miałem w ręku książkę, której właściwie nie czytałem.
„Jeśli patrzysz przez okno” – powiedziałem, kiwając głową na zewnątrz – „to przynajmniej powinieneś dzielić się widokiem”.
Powoli obrócił głowę i przyglądał mi się, jakby rozwiązywał zagadkę.
„Jesteś nowy” – powiedział.
„Wróciłam” – odpowiedziałam. „Jestem Claire”.
« Noe. »
To wszystko. Żadnych znaczących momentów. Tylko dwójka dzieci rozpoznających się nawzajem jako prawdziwych.
Ciąg dalszy na następnej stronie
